Z pamiętnika sprzedawcy polisolokat cz.4

Magia procentu składanego w perspektywie 20-30 lat w połączeniu z wykresami i statystykami funduszy zarabiających w minionych latach po 10 i 15 procent skutecznie działały na niejednego człowieka. Mniejsza z tym, że taki człowiek decydował się dobrowolnie na takie rozwiązanie jakim była polisolokata i sam szedł/szukał takiego rozwiązania. Byli również tacy, którzy zostali zaproszeni na przykład przez dawno niewidzianych znajomych, członków rodzin, czy „na zimny kontakt” na tzw. seminaria biznesowe.

Bardzo popularne w latach 2010-2013 wyjazdowe dwudniowe szkolenia sprzedażowe z zarządzaniem takimi polisami miały tyle wspólnego co kot z psem. Produkt omawiany był w ciągu 3-4 godzin, pokazywano zalety – przeważnie takie, które dawały milion złotych „z górką” po 20-30 latach. oczywiście przy jakże realnym założeniu 12-14% średniorocznie, co wówczas jak twierdzono i tak jest wynikiem jaki z łatwością osiągnie osoba średnio zorientowana w realiach rynku kapitałowego.

Ale czym w istocie było takie seminarium biznesowe? Ano pierwszym sitem, etapem wstępnej rekrutacji na stanowisku agenta ds sprzedażny polis inwestycyjnych Skandii, AXA, Generali najpierw w swojej rodzinie i gronie najbliższych a potem wychodząc poza ten obręb (lista 100 znajomych).

Miano doradcy uzyskiwało się po szkoleniu dwudniowym. Oczywiście nieformalnym doradcą, bo do tego potrzebny jest państwowy egzamin przy KNF, ale to nie był problem bo po kilku tygodniach takich zjazdów i szkoleń w wąskiej i szczęśliwej jeszcze grupie posiadaczy polisolokat do ów egzaminu się podchodziło.

Dla obawiających się tego czy sobie z nim poradzą „wykładowcy” dyrektorzy przygotowywali gotowce. Tak, gotowe odpowiedzi na państwowy egzamin np. z tamtego roku bo od lat jest ten sam.

Szkolenia miały jedynie oświadczyć taką osobę,ze podjęła jedyną słuszną decyzję o wolności finansowej w perspektywie 20-30 lat, ale co z dniem dzisiejszym?

I to dochodzimy do klu całego biznesu opartego na MLM (piramidzie). Młody adept edukacji finansowej i pośrednictwa mamiony był wizją życia rentiera, zarobkami rzędu 20-50 tysięcy miesięcznie z pracy swojej grupy, którą powinien zacząć budować. 

„Nauczymy ciebie rekrutować, ty nauczysz ich, oni kolejnych” mawiano. 

Całe szkolenia zatem nie były szkoleniami o produkcie, co to jest, czy i kiedy zacznie zarabiać, co to są fundusze, które sa bezpieczne a które nie. Chodziło o sprzedaż i produkcję. Pieniądze, wczasy, drogie garnitury i samochody. O budowanie przychodów pasywnych i szkolenie kolejnych grup ludzi.

Osób zarabiających po milionie i więcej w ciągu roku z takiej pracy również nie brakowało… ale przecież na polisach się zarabiało – dokładnie w taki sposób, sprzedając je!

Źródło: rozmowa z byłym agentem dystrybucyjnym takie polisolokaty, który chciałby pozostać anonimowy.

zobacz też:

Cykl artykułów „Z pamiętnika sprzedawcy polisolokat” cz. 3. Plan finansowy.

„Z pamiętnika sprzedawcy polisolokat”, cz. 2.

Administracja